czwartek
| 18 października 2018
Redakcja | 14 listopada 2017

Co zyskujemy, a co tracimy zakazując hodowli zwierząt futerkowych w Polsce?

Polska ferma norek

Z ogromnym zainteresowaniem uczestniczyłem we wspólnym  posiedzeniu Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, które odbyło się w dniu 9 listopada 2017 roku. Przedmiotem posiedzenia była informacja Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi na temat wpływu hodowli zwierząt futerkowych na gospodarkę lokalną w Polsce.

W pierwszej części posiedzenia wysłuchaliśmy zwięzłej informacji przedstawiciela Ministerstwa na temat miejsca hodowli zwierząt futerkowych w gospodarce narodowej, w tym w szczególności w rolnictwie. Dowiedzieliśmy się, ile jest ferm w Polsce, jaka jest szacowana wielkość stada samic, wielkość eksportu i wartość całego sektora. Z informacji tej jednoznacznie wynikało, że branża hodowli zwierząt futerkowych jest działem rolnictwa opartym na rachunku ekonomicznym, przynoszącym dochód hodowcom i budżetowi kraju. Tym samym korzystnie oddziałuje także na gospodarkę lokalną, przez tworzenie miejsc pracy, odprowadzanie podatków do samorządowych organów administracji (gminy, powiaty) i współpracę z nimi w zakresie rozwoju lokalnej  infrastruktury.

Drugą część posiedzenia wypełniły głosy gości uczestniczących w debacie. Zabierający głos jednoznacznie określali się jako przeciwnicy hodowli zwierząt futerkowych lub jako obrońcy tej hodowli.

Przeciwnicy hodowli przekonywali, że hodowla nie sprzyja rozwojowi lokalnemu, bowiem, jak wynikało ze słów mieszkańców miejscowości, w których były zlokalizowane fermy lub była planowana ich lokalizacja (oni sami zabierali głos w trakcie debaty), takie tereny tracą na wartości i przestają być atrakcyjne jako miejsca na agroturystykę, a podatki płacone przez fermy są zaniżane. Podnoszono także argument, że aktualna polityka rolna ma chronić gospodarstwa rodzinne oraz że kontrole NIK wykazały cały szereg uchybień w większości kontrolowanych obiektów. Mieszkańcy w wypowiedziach skarżyli się także (lub obawiali się) problemu specyficznych zapachów z ferm oraz zwiększonej obecności much w otoczeniu ferm. 

Po stronie obrońców hodowli głos zabierali przedstawiciele różnorodnych środowisk związanych z branżą futerkową.

Przedstawiono trzy raporty:

1. "Wpływ hodowli zwierząt futerkowych na gospodarkę lokalną w Polsce". Autorzy raportu w kilkunastu punktach podsumowania wykazali korzystny wpływ istniejących ferm i przedsiębiorstw związanych z fermami na rozwój gospodarki lokalnej.

2. "Ekologiczne aspekty funkcjonowania hodowli zwierząt futerkowych – utylizacja ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego – UPPZ". W tym raporcie podkreślono rolę ferm zwierząt futerkowych jako naturalnego ogniwa zagospodarowania ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego: pozostałości z ubojni drobiu i przetwórstwa rybnego  są spożywane przez mięsożerne zwierzęta futerkowe, a w efekcie jako produkt finalny uzyskujemy ich skóry, będące wartościowym przedmiotem eksportu.

3. "Wpływ hodowli zwierząt futerkowych na gospodarkę kraju". Ten raport przedstawia wartość rynku skór futerkowych na świecie i podkreśla znaczące miejsce Polski.

Głos po stronie obrońców hodowli zabrał hodowca, który podkreślił, że większość ferm to fermy rodzinne, właściciel sam mieszka na terenie fermy lub w jej pobliżu, sam na niej pracuje wraz z najbliższą rodziną. On także jest w takiej sytuacji, pobrane przez niego kredyty i posiadany majątek trwały (urządzenia fermowe) nie będą mogły być inaczej wykorzystane i nie wyobraża sobie, jak miałaby wyglądać jego  przyszłość po wprowadzeniu zakazu hodowli. Na jego pytanie do uczestników debaty, czy są wśród nich osoby w podobnej sytuacji, kilkanaście osób podniosło ręce.

Inny z hodowców zabierając głos powiedział, że jeśli chodzi o zapachy, to musimy mieć na uwadze, iż wieś jest miejscem pracy rolnika, a zapachy wiążą się także z hodowlą drobiu, świń czy bydła, jest to element życia na wsi.

Głos w obronie hodowli zabrali także: przedstawiciel przetwórstwa rybnego i właścicielka ubojni drobiu. Oni również podkreślali, że ich firmy działają w skali lokalnej i dzięki fermom, które odbierają od nich uboczne produkty pochodzenia zwierzęcego mogą być konkurencyjni  i dostarczać konsumentom produkty żywnościowe w przystępnej cenie.

Głos zabrał także przedstawiciel gminy Goleniów. Podkreślił, jak wielką rolę w funkcjonowaniu gminy odgrywa branża futerkowa, bowiem na terenie gminy są nie tylko fermy, ale także kuchnia paszowa, lotownia skór oraz zakłady produkujące sprzęt dla ferm. Te firmy zapewniają miejsca pracy dla mieszkańców i są partnerami w budowaniu infrastruktury gminnej, a także w działaniach kulturalnych czy rekreacyjnych na rzecz mieszkańców. Fermy, czy inne obiekty są lokalizowane w terenach nieatrakcyjnych pod względem agroturystycznym.

Głos zabrał także przedstawiciel związku hodowców zwierząt futerkowych. Podkreślił on, że branża jest cały czas otwarta na merytoryczną dyskusję odnośnie problemów, jakie mogą wiązać się z hodowlą zwierząt futerkowych na szczeblu lokalnym. Zarzuty przeciwników hodowli odnoszące się do niewłaściwych warunków utrzymywania zwierząt spowodowały, że związki hodowców w porozumieniu z domami aukcyjnymi przeprowadzają certyfikację dobrostanu na wszystkich fermach.  Wcześniejsze zarzuty o niekontrolowane ucieczki zwierząt spowodowały wprowadzenie przepisów o konieczności posiadania przez każdą fermę podwójnego ogrodzenia. Podnoszone wyniki kontroli NIK z roku 2011 tak naprawdę dotyczyły nieprawidłowości w funkcjonowaniu inspekcji weterynaryjnej, a nie samych ferm, zaś powtórzona po kilku latach kontrola wykazała znaczący spadek nieprawidłowości.  Branży futerkowej zależy na pozytywnym wizerunku, bowiem Polska posiada  najnowocześniejsze na świecie obiekty (fermy, kuchnie paszowe), o bardzo wysokich standardach. Jeśli ktoś zetknie się z nieprawidłowościami w funkcjonowaniu ferm, może to zgłosić do inspekcji weterynaryjnej, inspekcji ochrony środowiska, inspekcji budowlanej, bowiem istnieje cały szereg możliwości legalnego kontrolowania i usuwania takich nieprawidłowości w ramach istniejącego porządku prawnego.

Próbując zrozumieć i uporządkować argumenty obydwu stron myślę, że przedstawiane argumenty organizacji przeciwnych hodowli odnosiły się do zagadnień lokalnych rozumianych jednostkowo, jako interesy pojedynczych ludzi. W dyskusji były przytaczane głosy i wyrażane opinie wyłącznie w imieniu tych, którzy mają poczucie iż są pomijani, wykorzystywani, ignorowani. Organizacje zwalczające hodowlę zwierząt futerkowych skupiły się na przykładach ilustrujących ich punkt widzenia, całkowicie ignorując inną możliwość rozumienia pojęcia "lokalna gospodarka".

Z kolei obrońcy hodowli przez "gospodarkę lokalną" rozumieją oddziaływanie i relacje między uczestnikami życia lokalnego (w tym przypadku: mieszkańcy – właściciel fermy/inwestor – władza samorządowa), ale w skali całego kraju. Zagadnienie gospodarki lokalnej nie dotyczy jednego, wybranego przykładu, zagadnienie to musi być widziane szerzej, w perspektywie wszystkich lokalnych społeczności.

Nikt z obrońców hodowli  nie ukrywał, że możliwe jest pojawienie się nieprawidłowości w funkcjonowaniu ferm, czy sporów między mieszkańcami a właścicielem fermy względnie inwestorem i że jest to za każdym razem problem wymagający rozwiązania, jednak nie mogę pogodzić się z argumentacją, że jedynym sposobem rozwiązania takiego lokalnego konfliktu jest zakazanie hodowli zwierząt futerkowych w całym kraju.

A wracając do pytania zawartego w tytule: zakazując hodowli zyskujemy zadowolenie kilkunastu (może kilkudziesięciu) mieszkańców, usatysfakcjonowanych tym aktem prawnym i organizacji, które ich wspierają i w ich imieniu występują. Tracimy natomiast nowoczesny dział rolnictwa o wartości szacowanej na 5 mld zł, przynoszący wymierne korzyści zarówno gospodarce lokalnej jak i całemu krajowi. Tym samym narażamy kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców kraju na konieczność przebranżowienia się i wszelkie problemy z tym związane. Pozbawiamy budżet kraju przychodów, a równocześnie narażamy skarb państwa na zupełnie niepotrzebne a bardzo wysokie wydatki.

Czy naprawdę tak ma wyglądać nowoczesny system zarządzania krajem i dbałość o dobro obywateli, w skali lokalnej i ogólnej?

Marian Brzozowski, SGGW

Fot. Anna Nowicka, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons


wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.